Tkanka miejska i nie tylko: Podróż do nikąd. Koleją

Od zawsze lubiłem jeździć pociągiem, jak w znanej piosence „wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż nie dbać o bilet”. Przemierzając kolejowe szlaki podziwiałem piękno naszego kraju i jego malownicze krajobrazy.

Objechałem pociągami cały kraj, odwiedziłem wiele miast, miasteczek, stacji i węzłów kolejowych. Dzięki licznym wyprawom kolejowym zobaczyłem jak wygląda Polska ale również to jaki jest stan techniczny naszej infrastruktury kolejowej i jak daleko nam pod tym względem do Europy. Ostatnio jednak jakby mocniej, wsiadając do pociągu, odnoszę wrażenie, że nasza kolej jedzie po ślepym torze, zmierzając ku katastrofie, jak dwa pociągi pędzące naprzeciw siebie.

TGV nie będzie;) 
z lewej strony Wisły nadciąga pocisk...
(widok na Pragę)

W normalnych krajach transport kolejowy ogrywa znaczącą role w rozwoju społeczno-gospodarczym, a rządy tych krajów dbają o rozwój swojej infrastruktury kolejowej. W Polsce, w ostatnim dziesięcioleciu, mam takie dziwne wrażenie, kolej stała się piątym kołem u wozu dla rządzących, stale potrzebującym znaczących środków finansowych, których wiecznie brakuje, choć paradoksalnie zarządzające spółkami kolejowymi mają z tej biednej kolei całkiem niezłą mamonę.

Kolej, niegdyś ważny czynnik w życiu społeczno-gospodarczym Polski, po przemianach ustrojowych w 1989 r., przez kolejne ekipy rządzących naszym krajem „mędrców”, stała się niedofinansowana i pozostawiona samej sobie. Efektem tego stanu rzeczy jest wciąż pogarszający się stan techniczny wielu linii kolejowych. Powoduje to liczne ograniczenia prędkości co wiąże się z wydłużonymi czasami jazdy pociągów oraz odpływem pasażerów i towarów na rzecz transportu samochodowego. To są właśnie efekty naszej tzw. polityki transportowej, o której ciągle się mówi, ale jakoś nie widzę postępów, a już zrównoważony rozwój transportu w tym kraju to totalna fikcja. Widać to chociażby w dysproporcjach wydawania środków unijnych na inwestycje drogowe względem kolejowych.

Od dziecka jestem z związany z koleją i jako miłośnik żelaznych szlaków, nie mogę spokojnie patrzeć jak kolejne władze niszczą trud wielu pokoleń polskich kolejarzy. Zniszczyć dobrze funkcjonujące szkolnictwo kolejowe kształcące kadry dla zawodów kolejowych (dyżurnych ruchu, maszynistów, automatyków, drogowców) czy zamknąć taką lub inną linie można w miesiąc, ale aby odbudować to wszystko jednak potrzeba lat. Jeśli nic w tym zakresie nie zrobimy za 10-15 lat polskie kolejnictwo stanie przed problemem braku odpowiednio wykwalifikowanych ludzi do pracy na stanowiskach związanych z prowadzeniem ruchu i utrzymaniem infrastruktury. To chory system stworzony w ostatnich latach przez pewnych ludzi, którzy myślą, że się znają na kolei, bo się dwa razy pociągiem przejechali.

Jakie mogą być efekty działań pseudo menadżerów można było zobaczyć w ostatnim czasie na przykładzie Kolei Śląskich. Setki odwołanych pociągów, pasażerowie marznący na peronach, pojazdy trakcyjne nie dostosowane do warunków techniczno-ruchowych, brak maszynistów znających szlaki po których mają jeździć, konieczność jazdy z prędkością nieprzekraczającą 40 km/h. Wszystko to przyczyniło się krótko mówiąc do rozpieprzenia rozkładu jazdy. Okazało się bowiem, że najważniejsze w spółce kolejowej są stanowiska dyrektorskie, a w dodatku zatrudniono maszynistów i kierowników pociągów spoza kolei i bez odpowiedniego przygotowania. Tak wyglądają skutki działań pewnych panów, „fachowców” którym zamarzyła się zabawa kolejką. Tylko Bogu należy dziękować, że w takim bałaganie jaki miał miejsce na Śląsku, nie doszło do tragedii i nie zginęli niewinni ludzie.

Ponadto, w Polsce remont linii kolejowych trwa w nieskończoność, zawsze też pojawiają się jakieś trudności formalno-prawne, więc trudno jest przewidzieć czy i kiedy remont danej linii zostanie ukończony. Nie możemy mówić o normalnym rozkładzie jazdy i skróconych czasach jazdy pociągów, a co za tym idzie konkurencyjności transportu kolejowego, dopóki nasza infrastruktura kolejowa nie będzie dostosowana do standardów europejskich. Nie mówmy o kolejach dużych prędkości tylko naprawmy infrastrukturę którą mamy. Po co wydawać miliony euro na tabor, którego konstrukcyjna prędkość wynosi ponad 200 km/h, jeśli dziś jeździmy zaledwie niektórymi odcinkami z prędkością 160 km/h.


Tak to teraz wygląda, coraz więcej ludzi znikąd, a coraz mniej fachowców znających tematykę kolejową i mających profesjonalne podejście do zawodu kolejarza, zawodu niegdyś elitarnego, a dziś będącego na wymarciu. Jeśli nie zmienimy tego chorego systemu, to kolejne wypadki, jak ten na szlaku Sprowa - Starzyny (linia nr 64), który miał miejsce w marcu 2012 r. to tylko kwestia czasu. Zapowiedzi kolejnych ministrów transportu, jak to świetnie dbają o bezpieczeństwo na kolei wkładam między bajki i spuszczam na to zasłonę milczenia. Nawet najnowocześniejsze urządzenia sterowania ruchem kolejowym nie zapobiegną wypadkom jeśli będą je obsługiwać niewykwalifikowane osoby, nie znające zasad techniki i organizacji ruchu kolejowego.


Zmierzch na kolei

To i wiele innych wydarzeń związanych z naszym kolejnictwem sprawia, że zastanawiam się w jaki kierunku jedziemy? Patrząc na to wszystko myślę, choć chciałbym się mylić, że to podróż do nikąd.

Mimo tego, w miarę możliwości, postaram się pokazać, że to co zostało jeszcze porządnego z dróg żelaznych, szczególnie w rejonie Warszawskiego Węzła Kolejowego, może być interesujące i warte obejrzenia.

Zapraszam do podzielenia się opiniami na ten temat!

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Zapraszamy do dyskusji.

Warszawski Zwiad © 2016. Wszelkie prawa zastrzeżone! Szablon dla Chrome, stworzony przez Blokotka | modyfikacje: weblove.pl | dostosowanie: Moro