Eldo, Warszawo!

Eldo. 13 grudnia. Arkady (Kubickiego). Koncert.
Gdy zobaczyłem plakat - zdziwienie. Takie miejsce na koncert, a artysta hiphopowy, więc z nurtu na ogół niesławnego. Czy to oznacza poziom wyżej, na drodze do "kultury wysokiej"?



Wchodzę. Arkady Kubickiego widziałem do tej pory raz i to wtedy, gdy było tu pusto. Wejście fioletem oblane, ochrona proszę, dziękuje (dziś widocznie nie ma już awantur z bramkarzami, jak np. na Kolejowej), w tle straż zamkowa przyjmuje bilety niczym limitowane zaproszenia, klimat staro-ceglany, nobliwy, a przecież nowy. Czysto, jasno, przyjemnie.



Wernisaż, recital, benefis, poezja śpiewana? Pierwsze skojarzenia, chociaż już wcześniej zakotwiczone w mojej głowie, bo wybór miejscówki, dyktował trochę nastawienie. I poniekąd wszystko to prawda (poza tym benefisem:). Gdyby to był Turnau, zdziwienia by nie było. Ja w każdym razie odczułem cichą satysfakcje. Wszystko pasuje, jak cholera. I to na przekór "znawcom", krytykantom rozmaitym, z lat minionych.


Ale, ale zanim dotarłem do Arkad, stanęło przede mną pytanie. W co się ubrać. Marcela się śmieje: w marynarce nie pójdziesz przecież, "bagów" nawet nie wyciągaj z piwnicy, oczadziałeś? A ja tylko Akademiksy wciągnąć chciałem. W końcu wypadło: bluza (dobra, sweter) z kapturem, arafatka i dżinsy, zwykłe. Przecież idę tylko cyknąć parę fot, poczynić obserwację, złapać chwilę refleksji tylko (i to ja, nieprzejednany kiedyś reprezentant polskiego stylu Killarmy, ehh).



I co się okazało? Mogłem marynarkę założyć, może nie dwurzędówkę od razu, ale ta czarna, z wielbłądziej wełny by „obleciała”.





Przy stolikach (na samym początku) siedzą jacyś goście, białe koszule (przynajmniej jeden), marynarki, kieliszki wina. Na barze kawa, herbata, Cuba Libre no i wino właśnie. Bliżej sceny, pustej jeszcze, więcej "młodzieży". I praktycznie brak hiphopowej kontestacji poprzez ubiór. Nie widziałem żeby ktoś przyszedł np. w "Nasa'ch", "Phat Pharma'ch", nie uświadczył tam Maurice Malon'ów, Clinic'ów, czy nawet "żółciaków". Bo i dlaczego miał by? To historia;) Było za to parę "daszków" i jedno afro:P Wszyscy uśmiechnięci, nie awanturujący się, oczekują. Poważnie, trochę jak na wernisażu, tu rozmowy w kuluarach, tam dyskusje o kondycji hiphopowej sztuki itp.


Ogólnie respect, tyle, że do wyjścia chłopaków na scenę, trzeba było poczekać jakieś 50 min. Szczegół, bo gdy wyszli, widać było, że ludzie naprawdę ich oczekują, ale nie z powodu uciekającego czasu, tylko raczej z powodu tego co prezentują i reprezentują. Kolejny powód do satysfakcji.




O tym co "poleciało" pisał nie będę, powiem tylko ludzie się "ruszali", było i nowe i trochę starego, Pelson na wstępie pozdrowił Pragę Północ, Eldo wspomniał coś o swoim wieku i wydolności, a hasłem przewodnim był oczywiście okrzyk "Warszawo!", jakby Eldo chciał to miasto rozbudzić nieco (i bynajmniej nie ze względu na porę, bo ta nie była późna).

Całość, ex professo, żywa perkusja, trąbka, ddrumz na deckach i dwóch zawodowych mc's (jak mawiał Keith Elam).

A co mogę osobiście napisać? Takie koncerty, to kiedyś dla mnie rutyna, a przekaz Eldo, wartość do dzisiaj. Wszystko to, gdzieś razem na tym koncercie się zbiegło, wliczając m.in. wybór sceny w Arkadach, ale sam performance nie był dla mnie zaskoczeniem. Bo nie mógł być. Kiedy jednak w tych "cegłach", po półmetku koncertu, patrząc na Pelsona i cały stage crew, usłyszałem szczególnie przenikliwy dźwięk trąbki i równe, perkusyjne "kopnięcia", coś się we mnie ruszyło.


Kto by pomyślał, że w Kubickiego Arkadach, na hiphopowym koncercie, usłyszę trąbkę, a na tą chwilę, publika zastygnie prawie. I właśnie dlatego, "to wszystko" ma sens chyba.

Bo My nie chodzimy, nie pytamy jak żyć.



 Moro 


__
fot. Moro, 13 grudnia 2014, Plac Zamkowy;)

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Zapraszamy do dyskusji.

Warszawski Zwiad © 2016. Wszelkie prawa zastrzeżone! Szablon dla Chrome, stworzony przez Blokotka | modyfikacje: weblove.pl | dostosowanie: Moro